Trzeba wygrać z PiS. Demokrację. Dlatego kandyduję.

Wczoraj zdecydowałem swoją kandydaturę utrzymać. Pomimo niekorzystnego dla mnie sondażu, którego wynik powinien sugerować wycofanie po to, by nie rozbijać głosów opozycji. Pomimo własnych słów sprzed kampanii o tym, że zdradą narodowej sprawy będzie wystawienie więcej niż jednego kandydata opozycji przeciw PiS.

Temu miała służyć debata po opozycyjnej stronie. Miała wyłonić wspólnego kandydata opozycji. Na oczach obywateli i z jakimkolwiek ich udziałem – choćbyśmy ich opinię mieli poznawać wyłącznie właśnie w sondażach. Debaty nie było. Był zamiast niej dyktat, fatalny kandydat w moim okręgu i arogancka, kompromitująca odmowa próby porozumienia. Oczywiście jednak to nie to przesądziło o mojej decyzji. Nie to, że potraktowałem to jako kolejny policzek. Odmowa debaty miała przede wszystkim takie znaczenie, że uniemożliwia przekazanie głosów Ujazdowskiemu. Nie ma dzisiaj jak przekonać kogokolwiek z tych, którzy na niego głosować nie chcieli z powodu konfliktu sumienia, by to jednak zrobili w imię wyższej sprawy. Bo nie istnieje wyższa sprawa.

Brakujące wartości i miniony czas „opozycji w jej obecnym kształcie”

Ujazdowski ma wszystkie szanse przegrać w tych wyborach. Tak się dzieje, jeśli z kogoś takiego czyni się „wyższą sprawę”.

Zaszczycili mnie listem trzej byli Prezydenci RP. Na debatę z Ujazdowskim nie zasługuję, na list Prezydentów – owszem.

To fatalny list. Jeśli sprawą, w której był pisany, miało być zjednoczenie wokół kandydatów KO, to skutek był odwrotny. Wywołał oburzenie i wielką ilość komentarzy, które problem uczyniły ostrzejszym i czytelniejszym dla opinii publicznej.

Jedyną wartością, którą w liście wymieniono, jest jedność. Wspomniano z tej okazji o jedności z Sierpnia ’80 i o tym, że właśnie wtedy Polska pokazała światu najpiękniejszą z możliwych twarzy. Nie wspomniano w liście o wartościach, które nas wtedy zjednoczyły. Tych samych, które w końcu dopomogły przezwyciężyć szkaradzieństwa i codzienne podłości PRL. A to one sprawiły, że twarz Polski tak cudownie wtedy wypiękniała.

List mówił, że o własnych, słusznych ideach mam zapomnieć, bo liczy się dzisiaj jedność wokół „opozycji w jej obecnym kształcie”. Rzecz jednak w tym, że ów „obecny kształt” oznacza kluczenie zamiast odważnego trwania przy wartościach fundamentalnych. Ów „obecny kształt” tym wartościom przeczy. Kandydatura Ujazdowskiego, cwaniackie sztuczki, ignorowanie debaty, próba uciszenia tej idei w mediach – to wszystko dopisuje kolejną puentę do „obecnego kształtu” opozycji i jej polityki.

Kandyduję w sprzeciwie wobec tego cynizmu. Nie w imię idealizmu, który – jak można było między wierszami wyczytać w liście Prezydentów – należy porzucić na rzecz realistycznego planu odsunięcia największego od trzech dekad zagrożenia dla Polski. Dlatego, że właśnie ten cynizm wywołał w Polakach niewiarę w demokrację. Spowodował przegraną w 2015 roku i kolejne cztery przegrane wybory. Ta niewiara zaważy na wyniku wyborów, które przed nami i być może o nich przesądzi. To dlatego idealizm jest dzisiaj pierwszą potrzebą realistów.

Opozycja „w jej obecnym kształcie” musi po prostu odejść. List Prezydentów jest więc smutnym znakiem czasów. Znakiem przemijania. Wygrać możemy wracając do korzeni. Tego samego moralnego sprzeciwu, który w Sierpniu ’80 sprawił, że twarz Polski tak bardzo wypiękniała.  

Nazywa się mnie radykałem – poza tym, że warchołem. Akceptuję to określenie wyłącznie w jego etymologicznym sensie. Radix znaczy korzeń. Pierwotne znaczenie pojęć. Istotę rzeczy. Nie jestem ekstremistą. Jestem realistą. Bardzo przy tym konserwatywnym.

Wygrać

Nie wiemy, czy w parlamencie uda się po wyborach odsunąć PiS. Nawet jeśli tak będzie, zagrożenie nie zniknie, a koalicja, która w każdej istotnej dla Polski sprawie kluczy, unikając jasnych deklaracji i odpowiedzialności za nie, nie przetrwa długo. W opozycji czy u władzy, demokratom potrzebna jest odwaga trwania przy fundamentalnych wartościach.

Bez niej każda inicjatywa, choćby Kai Godek w sprawie zakazu aborcji, czy odwrotna inicjatywa środowisk kobiecych, spowoduje zwykłe w tych okolicznościach wstrząsy, od których rozlecieć się musi i sojusz demokratycznych partii opozycji, i rządzący obóz, jeśliby jakimś cudem miał powstać. Odwagi trwania przy wartościach fundamentalnych nie widać ani wśród opozycji „w jej obecnym kształcie”, ani u tego szczególnego kandydata, którego wystawiono w moim okręgu wyborczym.

Proponowany nam przez Prezydentów „realizm” przynosi od czterech lat kolejne wyborcze klęski. W ostatnich wyborach – najłatwiejszych dla opozycji wyborach europejskich – pokazał swój potencjał. Opozycja uzyskała świetny wynik. Ale on nie wystarczył. Nie da się zmobilizować wyborców głosujących pomimo własnej niewiary. Trzeba stworzyć siłę, której da się uwierzyć. To ona może wygrać z PiS i może wygrać dla Polski demokrację, która przetrwa populistyczne wstrząsy. To dlatego kandyduję.

Odwaga przeciw „ucieczce od wolności”

Proponowany przez Prezydentów „realizm” może jednak przeważyć. Tak dotąd bywało. Przy urnach wyborczych stajemy się ostrożni. Bierzemy na siebie odpowiedzialność, której nie są w stanie udźwignąć politycy. Głosami jednoczymy opozycję nawet wtedy, kiedy politycy nie umieją tego zrobić. Tak bywało już bardzo wiele razy.

Mogę przekonać do siebie wyborców – co przychodzi mi łatwiej niż zawodowym politykom – ale to nie wystarczy. Sparaliżowani strachem przed zagrożeniem ze strony PiS, decydujemy się trwać w znanym sobie świecie, akceptując wszystkie jego wady. Zamykamy oczy na oczywistą pewność katastrofy. Lęk sprawia, że nie decydujemy się pójść w nieznane, by katastrofy uniknąć.

Dzisiaj zatem realnym wyzwaniem jest apelować do odwagi wyborców. To jest najtrudniejsze zadanie. Moim apelem do nich jest:

Miej odwagę wygrać.

Ja ją mam.

Paweł Kasprzak

5 thoughts on “Trzeba wygrać z PiS. Demokrację. Dlatego kandyduję.

  1. Sytuacja w senackim okręgu wyborczym 44 urasta do magicznego Mickiewiczowskiego symbolu. Nie bez powodu. Okręg 44 wydaje się być jedynym miejscem/polem wyborczej walki gdzie przyzwoitość, wartości podstawowe, nadzieja na inną politykę walczą z kunktatorstwem, wyrachowaniem, konformizmem, fałszem. Nie wiem, jak formalnie zakończy się ta walka w okręgu 40 i 4 = kto zostanie senatorem. Wiem natomiast, jestem o tym głęboko przekonany, że to może być bezcenny początek długiej drogi do zwycięstwa przyzwoitości, wartości podstawowych, innej polityki. Paweł Kasprzak nie mógł się wycofać, nie miał prawa tego zrobić, bo byśmy tę szansę na przyszłe zwycięstwo, być może bezpowrotnie, zaprzepaścili. Dziękuję, Paweł, że walczysz dalej.

  2. Dzięki Kasprzakowi mam na kogo oddać głos w wyborach do Senatu. A KO i inni razem dzielacy miejsca do Senatu stracili w moich oczach resztki sympatii. Do Sejmu będę głosować na konkretną osobę, bo teoretycznie opozycyjne partie nią mają nic do zaoferowania.

  3. Uratowałeś swoją kandydaturą potrzebę oddania głosu przez ludzi dla których wartości przewyższają koniunkturalizm partyjny. Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *