O godności i odzieraniu z niej

Zdjęcie powyżej (autorstwa JohnBoB & Sophie Art) dedykuję Panu Kazimierzowi Michałowi Ujazdowskiemu. Dedykuję mu je dlatego, że w trakcie dyskusji w środę w ramach Forum Idei Fundacji Batorego, odpowiadając na liczne pytania o to, czy podejmie ze mną debatę, miał czelność powiedzieć, że do debaty nie stanie, ponieważ jest “odzierany z godności” w stopniu, z którym nie zetknął się w ciągu 30 lat własnej kariery politycznej.

Panie Pośle, Ministrze Kultury, Profesorze Prawa!

Mam spory kłopot z wybraniem spośród przysługujących Panu tytułów, ponieważ nie umiem się zdecydować, w której z tych ról był Pan dotychczas bardziej szkodliwy. Pozwolę sobie jednak zwrócić Panu uwagę, że nauki o odzieraniu z godności adresowane akurat do mnie są wyjątkowo nieszczęśliwym pomysłem.

Miał Pan czelność przemówić w ten sposób do człowieka, który niemal każdego dnia w ciągu ostatnich czterech lat musiał swojej i innych ludzi godności bronić w warunkach nierzadko skrajnych. Byłem, Szanowny Panie, bity, szarpany, opluwany i lżony przez oczadziałe od fanatycznej nienawiści tłumy. Grożono śmiercią mnie, moim przyjaciołom i mojej rodzinie.

Nie widziałem Pana w sąsiedztwie, widziałem Pana natomiast w obozie przeciwnym, fizycznie obecnym po drugiej stronie stalowych barierek i policyjnych kordonów, u boku wówczas jeszcze Pańskiego wodza, który o mojej białej róży — przyszedłem z nią w środę, zauważył Pan? — mówił, że symbolizuje skrajną nienawiść i skrajną głupotę. Powtórzył Pan w środę tę samą logikę. Wykorzystał Pan dokładnie tę samą figurę, z której chętnie korzystał Jarosław Kaczyński, budując kłamstwo założycielskie smoleńskiej religii.

Podobnie, jak czynił to on, próbował Pan dziś przedstawić się szacownemu gronu uczestników dzisiejszego wydarzenia jako niewinna ofiara bezprzykładnej kampanii hejtu.

Bierze Pan nie tylko polityczną, ale również moralną odpowiedzialność za udział we wzbudzaniu tej fali narodowej nienawiści, która dziś niszczy Polskę i której ja — nie Pan — czynnie się sprzeciwiałem. Nie po to, by ją potępić, ale po to, by ją zatrzymać, czego zresztą w jakiejś części zdołałem dokonać. Pańskie pouczenia o odzieraniu z godności brzmią w tej sytuacji szczególnie fałszywie.

Z Pańskiego tonu i frazeologii wnoszę, że fragmentaryczne informacje o tym, co dokładnie działo się wtedy, kiedy moją i moich przyjaciół godność próbowano zdeptać, czerpie Pan z relacji Pańskich niegdysiejszych politycznych przyjaciół. Otóż nie z awanturującym się warchołem ma Pan do czynienia w mojej osobie, Panie Ministrze Kultury. I nie z sektą, jak był Pan łaskaw się wyrazić w trakcie jednego z wywiadów, co brzmiało szczególnie zabawnie, jeśli wspomnieć smoleńskie szaleństwo i Pańską współodpowiedzialność za jego wzbudzenie oraz mój udział w jego zatrzymaniu.

Jeśli na tamtych demonstracjach zdzierałem gardło — a zdarzało mi się to często — to zawsze wtedy, kiedy trzeba było powstrzymać agresję, brutalny język lub próbę zakwestionowania konstytucyjnych praw tych samych naszych przeciwników, którzy nas opluwali, lżyli i którzy nasze prawa deptali.

We własnym zatem interesie powinien Pan znać miarę. Nigdy nie użyłem żadnego w jakikolwiek sposób obraźliwego określenia w stosunku do Pana. Obrażam Pana teraz po raz pierwszy. W sposób, który niniejszym prezentuję.

Dotychczas mógł Pan ode mnie słyszeć wyłącznie to, co mówiłem także lżącym mnie serdecznie uczestnikom np. smoleńskich procesji: Pańskich praw obywatelskich, ludzkich i politycznych jestem gotów bronić tak samo stanowczo, jak broniłem własnych. Nie wie Pan o tym, bo coś zupełnie innego Pana wówczas zajmowało — otóż ja dałem dowody, że właśnie tak postępuję i nigdy inaczej. Pan zaś w tym czasie dawał świadectwa zgoła innej postawy.

Być może to ostrożność procesowa nie pozwoliła Panu powiedzieć wprost, że to ja osobiście uraziłem w czymkolwiek Pańską godność. Z całym uznaniem dla tej ostrożności zwracam jednak Pańską uwagę, że informacja, którą Pan przekazał, brzmi “nie będę debatował z Kasprzakiem, ponieważ jestem [przezeń?] odzierany z godności”. Jeśli Pan mówi, że z godności odzieram Pana ja, to po prostu Pan łże. Jeśli Pan tego nie mówi — co dokładnie chce Pan powiedzieć?

Łgarstwem jest również inna z informacji, które jest Pan łaskaw kolportować. Debata między nami nie może służyć rozbiciu opozycji, którą — rozumiem to dobrze — kocha Pan miłością neofity. Dobrze Pan o tym wie. Debata ma wskazać tego z nas, który powinien wycofać się z kandydowania właśnie po to, by opozycji i zebranych przez nią głosów nie rozbijać. Celowe pomijanie i ignorowanie tej informacji — uporczywie, wbrew wielokrotnym napomnieniom — jest właśnie łgarstwem, Panie Profesorze Prawa, dla którego sens potrójnego określania “prawdy, całej prawdy i tylko prawdy” powinien być jasny.

Debaty Pan odmawia, ja Pana więcej namawiał nie będę.

Jeśli mam brać za dobrą monetę Pańską deklarowaną troskę o zwycięstwo opozycji, apeluję tym razem ja do Pana: niech się Pan w takim razie po prostu wycofa, bo to Pan, nie ja, będzie odpowiedzialny za nieunikniony w tej sytuacji podział głosów. I poza tym wszystkim przede wszystkim powtórzę Panu to, co mówiłem bojówkarzom ze zdjęcia powyżej: lepiej milczeć, niż mówić to, co Pan mówił w środę.

Paweł Kasprzak

Foto: JohnBoB & Sophie Art

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *